Strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 września 2011

Bohaterowie Umierają - Matthew Woodring Stover

„Bohaterowie umierają” to książka bardzo nastawiona na dynamizm, akcję i przygodę. Krew się leje i przekleństwa się sypią. Po prostu kawał męskiego fantasy.

Stover prezentuje nam wizję dwóch światów. Z jednej strony mamy naszą Ziemię w nieodległej przyszłości, na której zaszły spore zmiany. Społeczeństwo podzielone jest na kasty. Jeśli znajdujesz się na niższym szczeblu, to wystarczy jedno słowo tych ponad tobą, by zniszczyć ci życie. A awans do wyższej klasy jest mało prawdopodobny. Właśnie w takim świecie ludzie znaleźli sobie niezwykłą rozrywkę. Wysyłają Aktorów do Nadświata, równoległej rzeczywistości, która przypomina typową krainę fantasy, żeby udawali mieszkańców tamtego świata i uczestniczyli w najróżniejszych przygodach. Oczywiście im bardziej niebezpieczne wyprawy tym lepiej, przecież nudnych historii nikt nie chce oglądać. Natomiast na Ziemi ludzie mogą przeżywać te same wydarzenia, co ich ulubieni bohaterowie. Nie tylko mogą je oglądać, ale także mogą poczuć, to samo co Aktorzy. Odczuwać strach, podniecenie, adrenalinę, a nawet przeżyć śmierć.  

Hari Michaelson jest jednym z najbardziej znanych Aktorów. Jednak w Nadświecie nazywa się Caine. Jest bezlitosnym zabójcą, zawsze tam gdzie dzieją się najważniejsze wydarzenia. Dopiero, co wrócił na Ziemię, niestety niedane mu jest spokojnie odpocząć.  Jego żona, również Aktorka, zaginęła w Nadświecie. Jeżeli nie odnajdzie jej w przeciągu tygodnia, czeka ją śmierć w prawdziwych męczarniach. I chociaż bohaterowie są w separacji, to Hari rusza żonie na ratunek bez chwili wahania. Mimo, że bohater przeżywa osobistą tragedię, to organizatorzy tych przygód myślą tylko o tym, jak zarobić najwięcej na jego brawurowej walce o ukochaną. Pozwolą mu wrócić do Nadświata, pod warunkiem, że zabije cesarza, posiadającego niemal boskie moce.

Historia, którą prezentuje Stover jest pełna wartkiej akcji, w książce cały czas coś się dzieje. Pełno jest pościgów, ucieczek, a także niezwykłych pojedynków. Do tego jeszcze potężna i widowiskowa magia. Na szczęście całą fabułę spaja ciekawa i wciągająca intryga. W książce pojawia się trochę brutalnych scen, niektóre bardzo szczegółowo opisane. Dla osób o słabszych nerwach mogą się one wydać bardzo nieprzyjemne. Jednak mi osobiście, to nie przeszkadzało. Wszystko pasowało do wizji autora, bowiem świat, który nam rysuje jest okrutny, a bohaterowie nie mają tutaj lekko. Dużym plusem książki jest brak typowego podziału na dobro i zło.  Sam Caine wzbudza różne emocje. Z jednej strony bezwzględny morderca, a z drugiej wydaje się być jednym z tych najmniej „złych” bohaterów.

Szkoda trochę, że Nadświat nie jest zbyt ciekawie opisany. Równoległa rzeczywistość zaprezentowana nam jest tylko, jako scena. Cała akcja powieści rozgrywa się właściwie tylko w jednym mieście, Ankhanie. Dostajemy garść najpotrzebniejszych informacji i właściwie tyle. Najważniejszy jest Caine i prowadzone przez niego przedstawienie. Również o naszej Ziemi dowiadujemy się niewiele. Znacznie więcej informacji dostajemy w drugim tomie, gdzie wyjaśnione jest, co doprowadziło do podziału społeczeństwa na kasty.

„Bohaterowie umierają” Matthew Stovera jest książką ciekawą i wciągającą. Niecodzienny główny bohater i rozbudowana fabuła sprawiają, że przy książce nie można się nudzić.

Moja ocena: 5/6

niedziela, 21 sierpnia 2011

Północna Granica - Feliks W. Kres

O „Księdze Całości” Kresa już od dawna słyszałem wiele pozytywnych opinii. Czytałem też często, że „Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza” Roberta Wegnera są podobne w pewnym sensie do tego cyklu. Zachęciło mnie to jeszcze bardziej do przeczytania tych książek, gdyż opowiadania tego młodszego pisarza przypadły mi bardzo do gustu. Gdy w końcu zdobyłem pierwszy tom, czyli „Północną Granicę”, od razu się za niego zabrałem.

W książce opisywana jest historia zwykłych żołnierzy strzegących tytułowej północnej granicy. Na rubieżach królestwa toczą się walki z potworami stworzonymi przez złego boga Alera. Setnik Rawat wraz z garstką żołnierzy i kotem zwiadowcą wyrusza by roznieść panoszącą się niedaleko zgraję stworów. Tak, w tej książce koty są obdarzone rozumem, to jednak myślą w trochę inny sposób niż ludzie. Oprócz ludzi i kotów, istotami myślącymi są jeszcze sępy, lecz ich w tym tomie nie spotkamy. Fabuła „Północnej Granicy” dotyczy głównie wojny. Otrzymujemy pełno walk i potyczek. Czytając powieść mogłem poczuć radość zwycięstwa, gorycz porażki, jak i żal po stracie towarzyszy. Chociaż na początku podobały mi się ciągłe militarystyczne opisy, to jednak pod koniec książki zaczynało mnie to trochę nużyć. Dużym atutem powieści są główni bohaterowie, którzy wywołują w nas najróżniejsze uczucia. Trochę szkoda, że fabuła skupiła się bardziej na wojnie niż na postaciach, bo te są opisane świetnie. Nie są to szlachetni rycerze walczący w imię dobra, ale zwykli żołnierze wykonujący swoją pracę. Często pokazują nam, jakimi są świetnymi wojownikami, lecz zdarza im się też popełniać błędy. Niekiedy pomyłki te pociągają za sobą straszne konsekwencje.

Dodatkowo w książce jest pewna doza tajemniczości. O wykreowanym świecie dowiadujemy się niewiele. Podczas czytania nasuwało mi się pełno pytań, na które nie dostałem odpowiedzi. Wynikało to z faktu, że bohaterowie również nic na te tematy nie wiedzą, w końcu to tylko zwykli żołnierze, a nie żadni mędrcy. 

„Północna Granica” jest ciekawą powieścią wprowadzającą nas w świat Szereru. Mimo tego, że książkę czytało mi się bardzo dobrze, to jednak myślałem, że będzie lepiej. Mam tylko nadzieję, że kolejne tomy wciągną mnie jeszcze bardziej.     

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Imię Wiatru - Patrick Rothfuss

Dawno już nie czytałem książki, która by mnie wciągnęła w takim stopniu jak „Imię wiatru”. Często się łapałem na tym, że tracę poczucie czasu czytając tę historię. Gdy tylko miałem wolną chwilę rzucałem się do książki, by przeczytać chociaż odrobinę. Uwielbiam powieści, w których powoli snuta opowieść wciąga mnie coraz bardziej, a ze strony na stronę z coraz większym entuzjazmem kibicuję głównemu bohaterowi. Taką książką jest właśnie „Imię wiatru”.

Kvothe chociaż jest postacią legendarną, to obecnie prowadzi karczmę w jakimś mało uczęszczanym miasteczku. Namówiony przez Kronikarza zaczyna opowiadać nam swoją historię. Beztroskie lata swojego dzieciństwa spędził wśród wędrownej trupy aktorów, marząc o tym by pewnego dnia dostać się na Uniwersytet i zostać hermetykiem, czyli czarodziejem. Kvothe jest wręcz genialnym chłopcem, nie tylko świetnym aktorem, ale także niesamowitym muzykiem. Wybitnie inteligentny z łatwością przyswaja nową wiedzę, nawet tę magiczną.
Spokojne życie bohatera trwało do czasu, aż jego rodzina nie została wymordowana przez tajemniczych Chandrian. Będąc zaledwie nastolatkiem, przez parę lat walczył o przetrwanie na ulicach Tarbean. W końcu jednak stanął na nogi i opuścił to miasto. Za pomocą własnego intelektu i małego podstępu udało mu się, w nadzwyczaj młodym wieku, dostać na Uniwersytet. Od tej pory pragnie dowiedzieć się jak najwięcej o demonach, które zamordowały jego rodziców. Oprócz tego zakochuje się w intrygującej Dennie z utęsknieniem wyczekuje kolejnych z nią spotkań.

Opisana historia nie jest nowatorska, większość wątków już pojawiło się w innych książkach. Aczkolwiek autor ma też parę własnych pomysłów oraz niekiedy bawi się znanymi już motywami. Dodatkowo sposób, w jaki  fabuła jest przedstawiona nadaje unikalny charakter książce. Największą siłą tej powieści jest właśnie styl autora. Od samego początku można poczuć magię słów, która przenosi nas do innego świata. Niestety akcja powieści nie jest zbyt dynamiczna. Mimo tych 900 stron można powiedzieć, że mało się w niej dzieje. Jednak w połączeniu ze świetnym stylem i paroma zwrotami akcji, ciężko jest się od niej oderwać.  

„Imię wiatru” jest debiutem powieściowym Patricka Rothfussa. I moim zdaniem jest to debiut jak najbardziej udany. Widać, że autor ma pomysł na całą historię, więc po następnych częściach mogę się spodziewać podobnych wrażeń, jak nie lepszych.

Moja ocena: 5+/6